STRONA  GŁÓWNA GALERIA  ZDJĘĆ NAPISZ  DO NAS MAPA  DOJAZDU
PARAFIA   ŚWIĘTEJ   RODZINY   w   PUŁAWACH

Aktualności

- Ogłoszenia

- Intencje mszalne

- Zapowiedzi

- Informacje dla bierzmowanych

- Informacje dla dzieci komunijnych

Życie parafii

- Wydarzenia

- Teren Parafii

- Msze św.

- Nabożeństwa

- Kancelaria

- Sprawowanie sakramentów

- Do chorego

- Pogrzeb katolicki

- Dla młodych i o młodych

- Rekolekcje, kazania

- Śpiewy

- Inne MP3

- Pielgrzymki

- Artykuły

- Rok Wiary w rodzinach

Wspólnoty

- Duszpasterze

- Rada Duszpasterska

- Poradnia rodzinna

- Kółka Różańcowe

- Legion Maryi

- Chór parafialny

- Koło Przyjaciół Radia Maryja

Stowarzyszenie Rodzina

Dzień Papieski

Akcja Katolicka

Zespół Iuvenes Domino

Pielgrzymki rowerowe

Historia

Linki

- Szkoła Formacji Duchowej

- Pismo Święte

- Katechizm Kościoła

- Kodeks Prawa Kanonicznego

- Sobór Watykański

- JPII - złote myśli

- Twitter Ks. Abp Stanisława Budzika



Kocham rodzinę

Kocham rodzinę, bo dała mi życie,
ciągle czuję jego smak i mam apetyt na więcej. Ona jako pierwsza powiedziała mi, że nie tylko mogę, ale powinienem istnieć.

Kocham rodzinę, bo pokazała mi ludzi prawdziwych, a nie zmyślonych,
ze wszystkim, co w nich jest, z każdym rodzajem dobra i zła.

Kocham rodzinę, bo nadała kierunek mojemu myśleniu tak bardzo, że nawet kiedy błądzę, wiem, co należy robić, by się nie zatracić.

Kocham rodzinę, bo zobaczyłem, że wartości ze sobą konkurują i muszę umieć wybierać.

Kocham rodzinę, bo nikt mi nie amputował niczego z mojej osobowości, wszyscy mówili, że mogę i powinienem bardziej, więcej i lepiej.

Kocham rodzinę, bo usłyszałem zgodę, ale i sprzeciw, dzięki temu wiem, że nie wszystko wolno.

Kocham rodzinę, bo pokazała mi, że talenty to nie wszystko. Jeszcze potrzeba gigantycznej pracy, wytrwałości, a przede wszystkim pokory, by nie poprzestać na tym, co otrzymałem w pierwotnej formie do Stwórcy.

Kocham rodzinę, bo mogę do niej wracać, kiedy tylko chcę. Także wtedy, gdy jestem skrzywdzony, odarty, zraniony i z poczuciem winy.

Kocham rodzinę, bo sprawia, że nigdy nie czułem się opuszczony zupełnie i nie pogrążyłem się w bezsensownej samotności.

Kocham rodzinę, bo nie istnieje żadna proteza domowego stołu, ciepła, zwierzeń i akceptacji.

Kocham rodzinę, bo ona mnie kocha zwyczajnie i codziennie. To dlatego nie zwątpiłem jeszcze w ludzi.

Kocham rodzinę, bo mi dała więcej, niż mogę odwzajemnić.

Kocham rodzinę, bo ukochał ją Bóg, zanim ktokolwiek zaczął ją zmieniać, poprawiać i niszczyć.

Kocham rodzinę, bo ona przetrwa w świecie wszelkich zmienności.

Kocham rodzinę, bo kochając ją, kocham wszystkich, którzy odkryli, że jest ona ich powołaniem i bardzo często - szczęściem.

Kocham rodzinę, bo tylko kochając, spłacam dług wdzięczności, choć pozostanę na zawsze dłużnikiem.

Kocham rodzinę, bo przez nią przyszedł do mnie Jezus Chrystus.

Ks. Ryszard Winiarski


Jak Cię przekonać do godnego ubierania się na Mszę świętą?

        W prasie, internecie, na ulotkach reklamowych można znaleźć wiele infor­macji o ofertach wakacyjnych wyjazdów za granicę. Są tam dane o progra­mie wycieczki, zakwaterowaniu, wyżywieniu i o cenie. Kto uważnie czyta, może znaleźć i takie zalecenie praktyczne: „W zwiedzanych obiektach sakralnych obowiązuje odpowiedni ubiór (długie spodnie i spódnice oraz zakryte ramiona). W wielu krajach katolickich, takich jak Italia czy Portu­galia, turyści, którzy naruszają swoim ubiorem przyjęte normy, są przez strażników zatrzymywani przy drzwiach świątyń i w najlepszym wypadku wręczane są im peleryny do okrycia ciała.

Może i do naszych kościołów warto wprowadzić ten zwyczaj. Oto Lidia Montusiewicz (żona Ryszarda, korespondenta Radia Watykańskiego) przez 11 lat mieszkała w Izraelu. Tak wspomina: „ Wilgotny klimat, wysoka temperatura, tam jeszcze bardziej odczuwa się upał. Na ulicy ludzie chodzą w lekkich strojach, ale przed wejściem do kościoła na ramiona narzuca się chustą, lekki szal czy zakłada się żakiet. Do bazyliki Narodzenia Pańskiego oo. Franciszkanie nie pozwolą wejść w stroju odkrywającym nadmiernie ciało. Na katolików oddziałuje też przykład ze strony Żydów i muzułmanów. Do synagogi czy meczetu przychodzą godnie ubrani. Kobiety zakryte są niemal od stóp do głów".

W kościele podczas Mszy świętej stosujemy wszystkie te zasady savoir vivre, które obowiązują w życiu towarzyskim i publicznym.
    Kościół możemy odwiedzać w sposób trojaki: mimochodem, wstę­pując do niego na krótką modlitwę; uczestnicząc we Mszy świętej w dzień powszedni; uczestnicząc we Mszy świętej w niedzielę lub inne święto ko­ścielne. W tym pierwszym przypadku nie jesteśmy oczywiście zobowiązani do jakichś specjalnych przygotowań. Jednak nasz strój musi być stosowny. Nie możemy odwiedzać świątyni w stroju kwalifikującym się tylko na pla­żę czy na boisko, np. w krótkich spodenkach czy negliżu. Nie może to być strój wywołujący zgorszenie czy znamionujący lekceważenie. Uczestnicząc w liturgii w dniu powszednim postępujemy w taki sam sposób jakbyśmy odwiedzali kogoś z wizytą towarzyską, tylko, że tu mamy do czynienia z odwiedzinami osoby wyjątkowo ważnej - Boga. Nie odwiedzamy nikogo w stroju roboczym. Nasz strój określa nasz stosunek do gospodarza, ma wyra­żać szacunek. Zakładamy, więc na siebie ubranie bardziej eleganckie i od­świętne. Jeżeli nasza wizyta ma uroczysty charakter, ubieramy się w sposób uroczysty.

Udział w niedzielnej Mszy świętej ma rangę wyższą niż uroczysta wizyta towarzyska. Powinniśmy, zatem ubrać się w sposób szczególnie elegancki i uroczysty, okazując tym szacunek gospodarzowi (Panu Bogu) i pozostałym gościom (wiernym, wspólnocie parafialnej).

Jak ważny jest więc nasz ubiór. Psychologia porozumiewania się zwraca uwagę na komunikację niewerbalną. Jednym z istotnych jej ele­mentów jest strój. Za jego pomocą możemy wyrazić przynależność do określonej grupy, szacunek dla człowieka, żałobę, świętowanie. Poprzez strój wyrażamy też samych siebie. Jest on istotną formą naszego obrazu, formą przedstawienia siebie i własnych odniesień do innych. Niewłaści­wym strojem można popełnić faux pas. Nietaktem mogącym wywołać szok u współbiesiadników jest przybycie na wytworne, wieczorowe przyjęcie w jeansach. Podobne zaskoczenie wzbudzi przyjście na ognisko w sukni ba­lowej i w szpilkach. Ubiór na wycieczkę czy boisko inaczej wygląda niż strój do teatru. Wybierając się na wyprawę turystyczną powinniśmy dosto­sować ubiór do warunków pogodowych i terenowych. Strój na lekcje WF powinien zapewnić wygodę i bezpieczeństwo przy wykonywaniu ćwiczeń. Przy szczególnie uroczystych okazjach poprzez strój powinniśmy wyrazić elegancję i podniosły nastrój.

Nauka o stroju w życiu czło­wieka jest i powinna być istotnym elementem wychowawczym. Jest to przede wszystkim zadanie rodziców, ale także nauczycieli i wychowaw­ców. Umiejętność dobrania stroju do okazji jest elementem zasad dobrego tonu (bon ton). Reguły savoir-vivre -zachęcające do tego, by „wiedzieć, jak żyć" - podają również elementar­ne wskazówki dotyczące tego, jak się ubrać. Niewłaściwym strojem można dać o sobie samym negatywną opinię, można kogoś urazić, zlekceważyć albo poniżyć. Tego, kulturalny czło­wiek powinien unikać. Umiejętność współistnienia z innymi wymaga zwrócenia uwagi na własny wygląd zewnętrzny.

Coraz więcej szanujących się firm w regulamin wewnętrzny wpi­suje- opis stroju pracownika. Zastrze­gają gamę kolorystyczną obowiązują­cą w ubiorze, długość spódnicy, czy jakość obuwia. I tak np. odkryte palce stóp uważane są za element intymny, rażą zwłaszcza w pomieszczeniu za­mkniętym. Zwracają nadmierną uwa­gę, tym bardziej, kiedy kobieta ma na paznokciach jaskrawy lakier. Jak wynika z sondaży przeprowadzonych wśród mężczyzn, takie osoby w rela­cjach  na  poziomie   zawodowym przestają być postrzegane jako partner. Odbierane są jako ktoś nieprofesjonalny - mówi Lidia Tkaczyńska. Ww. z firmy Ac-tivena zajmuje się kreacją wize­runku. Zgłaszają się do niej duże firmy i instytucje, które zama­wiają szkolenia dla pań na temat sposobu ubierania się. Dla preze­sów i dyrektorów firm kłopotliwe są sytuacje, kiedy z powodu nie­odpowiedniego ubioru nie można wysłać na rozmowę wysoko wy­kwalifikowanej pracownicy z obawy przed utratą kontrahenta. Według Lidii Tkaczyńskiej, wzorce mody dyktowane przez najnowsze trendy, kobiety przej­mują bezkrytycznie i zaczynają szokować sposobem ubierania się. A w pracy trzeba skupić się na wykonywaniu obowiązków, a nie na podziwianiu cielesnych walorów drugiej osoby.

Żyjemy w świecie, w któ­rym obowiązuje określona kultu­ra ubioru. Człowiek dobrze wy­chowany wie, jak ubrać się sto­sownie do okoliczności. Inaczej do pracy, na przyjęcie czy na plażę. Wygląd wielu współcze­snych ludzi dowodzi braku pod­stawowej wiedzy na temat roli stroju. Coraz bardziej szerzy się, także w Polsce, nieprzyzwoita tendencja pokazywania się z od­słoniętymi brzuchami, pępkami, znaczną częścią obnażonych ple­ców i bioder. Niektórzy zauwa­żają że coraz trudniej kupić nor­malnej długości bluzki czy spodnie nie będące „biodrówka-mi".

Skąd jednak młodzież ma wiedzieć, że to niestosowne: jeśli nikt starszy jej tego nie powie, skoro rodzice dają pieniądze na takie stroje, skoro nauczyciel w szkole milczy, widząc taki ubiór uczennicy. Warto przypomnieć, że „ milczenie jest oznaką zgo­dy". Strój odsłaniający intymne części ciała nie nadaje się do szkoły, która z założenia jest i powinna być miejscem nauki, a nie podniecenia, uwodzenia czy podejmowania czynności seksu­alnych.

Jadąc samochodem chyba każdy potrafi rozpoznać stojącą kobietę „lek­kich obyczajów" od austopowiczki. Poznać można przede wszystkim po ubio­rze! Ubiór: bardzo krótka sukienka albo szorty, bluzka z dużym dekoltem itp. Sposób ubierania się jest językiem, komunikuje się coś, wzbudza określone myśli i emocje. „Dyktatorzy mody" (zwróćmy uwagę na słowo „dyktator"!) bardzo często chcą, by kobiety przyjęły zasady, które stosują panie stojące na autostradzie. Zasada brzmi: odsłonić ciała.

Nie wolno kłaniać się bożkowi mody! Jest granica, której nie można przekroczyć. Oto do Wenecji przybywa wielu turystów, słynne są zabawy w karnawale. Władze tego miasta zajęły radykalne stanowisko. Za chodzenie po starówce w stroju zbyt skąpym, można otrzymać mandat. Człowiek kulturalny zdaje sobie sprawę z faktu, że w świecie, w którym żyjemy, obowiązuje pewna kultura ubioru. Inaczej ubieramy się na wesele czy inne uroczystości rodzinne, a inaczej, np. na zakupy. Są nawet restauracje, do których nie wpuszczą nas bez garnituru czy tzw. eleganckiego stroju wieczorowego. Wiem, jak się ubrać na spektakl teatralny, a jak na kawę do sąsiadów.

Tej wiedzy jednak zdaje się nam brakować, kiedy wybieramy się do ko­ścioła. Obserwując wiele kobiet i mężczyzn w domu Bożym, można nieraz odnieść wrażenie, że wielu z zebranych znalazło się w kościele przypadkowo: prosto z zakupów, dyskoteki czy z meczu piłkarskiego. Jest to smutny obraz naszych czasów. Tymczasem szczególnie w świątyni obowiązują ogólne zasady dobrego wychowania dotyczące ubioru, wynikające z charakteru konsekrowa­nego miejsca i poszanowania Osoby, do której się wybieramy. Niewłaściwy strój może oznaczać lekceważenie Boga, może być zgorszeniem dla innych i ujmą dla siebie samego. Plażowe stroje zaczynają królować na ulicach, w biu­rach a nawet i w kościele. Czy ubiór to sprawa tak osobista, że nie powinniśmy zwracać uwagi na odsłonięte brzuchy i nagie plecy, zwłaszcza w miejscach powszechnego kultu? Skoro na egzamin gimnazjalny czy maturalny młodzież idzie ubrana na galowo, to czyż przyjście na Mszę świętą nie jest taką audiencją u Pana Boga? Któraś z kobiet może powiedzieć: „nie odpowiadam za ludzkie reakcje". O, nie. W świetle savoir vivre odpowiadamy za nie. Nasz ubiór i nasze zachowanie, jak uczy etyka, mają być takie, by u nikogo nie wywoływać nega­tywnych reakcji, by powodować powszechną akceptację. Epatując swoimi wdziękami, kobieta postępuje w taki sam sposób, jakby przyszła do publicznej biblioteki, gdzie obowiązuje cisza, bo wszyscy chcą w skupieniu czytać, o ona by włączyła głośno przenośne radio.

Brak poczucia sacrum sprawia, że niektóre osoby przychodzą do ko­ścioła ubrane niestosownie. Nie mają poczucia, że Msza św. to bezkrwawa ofia­ra Chrystusa! Strój jest znakiem szacunku dla drugiej osoby. Anna Srebro, pre­zes Stowarzyszenia Edukacja i Media zajmującego się m.in. promowaniem kobiecego ubioru według hasła, by był „modny, godny i wygodny", ocenia, że dziś panie bezkrytycznie przyjmują określony styl mody. Zwraca uwagę, że sposób ubierania się wyraża nie tylko osobę, która go nosi, ale także określa stosunek do drugiego człowieka. Zwłaszcza kobieta powinna zadać sobie pyta­nie, czyjej strój nie działa prowokująco. Myślenie o innych jest wyrazem naszej delikatności - mówi Anna Srebro. Nie ma pisanych zasad godnego stroju do kościoła. Być godnie ubranym nie znaczy wyglądać jak szara myszka. Często nie z powodu odsłaniania dużych partii ciała, ale też ze względów estetycznych - panie wyglądają, jakby nosiły odzież kilka numerów za ciasną. Zasady dobre­go wychowania nie dopuszczają też, by spod odzieży widać było bieliznę osobi­stą, a tak często się dzieje - mówi Anna Srebro. Ciągle trzeba przypominać, że wybierając się do kościoła, nie wolno zapomnieć o podstawach savoir-vivru. Ubraniem właściwym w świątyni jest strój skromny, niewyzywający. Zatem nie na miejscu będą głębokie dekolty i odkryte ramiona, a także prześwitujące ma­teriały czy króciutkie spódnice lub sukienki. A już ogromnym naruszeniem normy dobrych obyczajów są odkryte plecy! Panów obowiązują w kościele długie spodnie, absolutnie niedopuszczalne są krótkie spodenki czy koszulki na ramiączka  lub  tzw.  t-shirty.  Wyobraźmy  sobie,  że  idziemy na  spotkanie z prezydentem, premierem czy jakimś królem... Jaki strój byśmy włożyli? Czy nie staralibyśmy się ubrać jak najlepiej, tak, by podkreślić nasz stosu­nek dla osoby, która nas przyjmuje? Tymczasem idąc na spotkanie z Kró­lem Królów, ubieramy się swobodnie, jak na plażę czy do jakiegoś pod­rzędnego lokalu. Czy tak być powinno? Wyrzucając ze świątyni kupców, powiedział Pan Jezus: „Mój dom ma być domem modlitwy..." Czy nasz ubiór sprzyja modlitwie mojej i stojących obok? Kościół to nie rewia mody.

Innym zwyczajem, który nie przystoi w kościele, jest stosowanie zbyt mocnych perfum czy przesadnego makijażu. Nie znaczy to, że jakieś drobne „poprawki" w urodzie są od razu złem. Ale, po co tyle farby na twarzy, na wargach? Czasem, kiedy tak umalowane panie przystępują do Komunii świętej, nie wiadomo, jak podać im Ciało Chrystusa, żeby przy okazji nie pomalować palców na czerwono. Podobno pewien kapłan, poda­jąc Komunię świętą damie przyozdobionej jaskrawą szminką, miał powie­dzieć: „Panie Jezu, świeżo malowane". Przecież Pan Jezus zna nas, zna naszą prawdziwą twarz, nie ma potrzeby, idąc na spotkanie z Nim, ukrywać tej twarzy pod warstwą malowideł.

Zaczął się czas wysokich temperatur. Wszystkim jest gorąco. Ale czasami wydaje mi się, że upał jest tylko pretekstem dla niektórych dziew­cząt i kobiet do epatowania nagością. Dzisiaj prawdziwie modne jest tylko markowanie ubioru. „Wielcy kreatorzy" porozbierali swoje modelki prawie zupełnie. Owszem, w raju mężczyzna i jego żona byli nadzy i nie odczuwali wobec siebie wstydu (Rdz 2,25). Jednak, gdy utracili swą pierwotną bez­grzeszność, spletli gałązki figowe i zrobili sobie przepaski (Rdz 3,7). Zaś Pan Bóg poszedł jeszcze dalej: sporządził dla nich odzienie ze skór i przy­odział ich (Rdz 3,21). Dlaczego? Bo teraz, po skażeniu natury przez grzech pierworodny, człowiek ma kłopoty z zapanowaniem nad upodobaniem do płci odmiennej, które oczywiście samo w sobie, jako Boży dar, jest dobre. Zwłaszcza u mężczyzn łatwo przeradza się to upodobanie w towarowe traktowanie kobiety. Czyli w zaprzeczenie miłości. Z naszą ludzką seksual­nością trzeba ostrożnie. Nachalnie roznegliżowane kobiece ciała nierzadko prowokują wybuchy męskiej pożądliwości - mogą też ro­dzić inne niepożądane ducho­we odniesienia, np. obrzydze­nie do kobiecości. Odwrotnie oczywiście też.

Więc pamiętajmy, że grzech leży u wrót i czyha na nas, a przecież my mamy nad nim panować (Rdz 4,7). Stąd w Nowym Testamencie Pan Bóg przypomina kobietom, które przyznają się do poboż­ności, by były one skromnie przyodziane, przyozdobione ze wstydliwością i umiarem" (1 Tm 2,9 n). Na ulicach naszych miast i wiosek - o zgrozo! -również czasem w kościele, pienią się latem kompletnie odsłonięte  brzuchy,  głębokie dekolty i przebijające przez cienkie odzienie gołe pośladki dziewcząt i kobiet. To igranie z ogniem i naigry­wanie się z Pana Boga!

A Bóg ma na tę okoliczność jedną odwieczną odpowiedź: Zapłatą za grzech jest śmierć (Rz 6,23). Śmierć w szerokim tego słowa zna­czeniu. Czyż historycy nie potwier­dzają, że wielkie imperia zazwyczaj odchodziły w niebyt skutkiem postę­pującej rozwiązłości obyczajów (vide Imperium Romanum). Nasza wyuz­dana zachodnia cywilizacja też może obumrzeć. Bo im więcej wszech­obecnego rozerotyzowania, tym wy­raźnie mniej gotowości do ofiarnego wychowywania dzieci. Któż, jeśli nie szatan, nas usypia swym wypróbowa­nym podszeptem: „No, bo takie cza­sy, bo taka moda"

Pamiętajmy o mądrości przy­ słów: „Jak cię widzą, tak cię piszą", czy „Twój wygląd zewnętrzny jest kartą tytułową twojego wnętrza". A nad wejściem do jednego z kościołów można przeczytać następujący napis: „Tutaj ubiór raczej godny niż swo­bodny". W „Katechizmie Kościoła Katolickiego", podpisanym przez Jana Pawła II, czytamy: Czystość domaga się wstydliwości, ta zaś chroni intym­ność osoby. Polega ona na odmowie odsłania­nia tego, co powinno pozostać zakryte... Wstydliwość jest skromnością. Wpływa na wybór ubioru... Uczyć dzieci wstydliwości oznacza budzić w nich poszanowanie oso­by ludzkiej (2521-2524).

Bibliografia: Dudziak Urszu­la, Instytut Nauk o Rodzinie KUL-Znaczenie ubioru; Dra-wińska Jadwiga - Mój strój, moja sprawa; Ks. Martyna A. - Ubiór godny; Krajski Stani­sław - Savoir vivre w Koście­le; Zalech Anna - Modnie, ale skromnie; Czuba Krystyna -Wizerunek kobiet.



CZY HALLOWEEN TO TYLKO NIEWINNA ZABAWA?

"Wszystko badajcie, a co szlachetne - zachowujcie! Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła" (1 Tes 5, 21-23).

Historia Halloween

Halloween jest to festiwal pochodzący ze Szkocji a obchodzony w wigilię Wszystkich Świętych, czyli 31 października.

W tradycji pogańskiej ponad 2 tysiące lat temu, ostatni dzień roku (31 października) świętowano potrójnie: 1) żegnano lato, 2) witano zimę i 3) obchodzono święto zmarłych. Dla Celtów data 31 października była przełomowa jako pożegnanie Starego Roku i powitanie Nowego Roku z racji zakończenia żniw. Święto Halloween zapoczątkowali Celtowie, którzy zamieszkiwali obecne tereny Anglii, Irlandii, Szkocji, Walii i płn Francji. Celtyccy kapłani, nazywani druidami, czcili w tym dniu szczególny sposób boga śmierci Samhain. Tak więc dzień ten stał się świętem śmierci, gdyż tego dnia bóg celtycki wywoływał duchy, złych zmarłych, którzy odeszli w ciągu ostatniego roku. Według celtyckich wierzeń, w tym czasie złe duchy wędrowały po wsiach dokuczając ludziom. Celtowie spodziewali się prześladowań ze strony złych duchów, co wcale nie było dla nich czymś zabawnym.

Ludzie ci wierzyli, że przez składane ofiary za grzechy zmarłych, winy mogą być odpuszczone a uwolnione dusze mogą osiągnąć niebieską chwałę. Celtowie również oddawali hołd słońcu, które uznawali za bóstwo, wierząc, że to właśnie słońce jest najlepszym przyjacielem, bo daje wzrost zbożu i ciepło dla człowieka. W dniu 1 listopada, który był również celtyckim Nowym Rokiem, składano słońcu ofiarę nie tylko ze zwierząt ale nawet z ludzi (byli to przeważnie mężczyźni, często kryminaliści, których palono w wiklinowych koszach pokrytych słomą). Celtowie rozpalając ognisko wierzyli, że w ten sposób mogą wspomóc boga słońca, który u schyłku lata wydawał się być słabszym niż bóg śmierci, wierzyli też, że ciepło ognia odpędzi złe duchy i skieruje je na inne drogi. Celtowie bali się tego wieczoru bardziej niż jakiegokolwiek innego dnia roku. Złe duchy wieczorem były wszędzie. Mówiono, że różnego rodzaju zaklęcia i czary podczas wigilii "Samhain" posiadały szczególną moc.

Druidzi

Celtowie mieli swoich satanistycznych kapłanów nazywanych druidami. Owi kapłani 31 października wyruszali od zamku do zamku domagając się jedzenia, a ci, którzy im odmówili byli przeklinani. Niejednokrotnie zdarzało się, że kapłani nie tylko oczekiwali na jedzenie, ale żądali ofiary z ludzi, głównie chodziło o młode dziewczęta, które następnie były składane w ofierze szatanowi poprzez spalenie na stosie. Jeżeli wydana dziewczyna zyskiwała ich aprobatę, zapalali świecę uczynioną z ludzkiego tluszczu i wkładali ją do wyrzeźbionej głowy Jacka 0-Lanterna, co miało chronić wszystkich domowników od demonów. Jeśli oczekiwania nie zostały zaspokojone następował czas trików, czyli sztuczek. Na drzwiach wejściowych do domu zawieszali heksagram, który był znakiem, że szatan lub jego demony mogą tej nocy bezkarnie gnębić ludzi nawet zabijając któregoś z domowników. Uderzenia dźwięki muzyki ogłaszały rozpoczęcie wędrówki kapłanów, dodatkowo wprowadzając atmosferę strachu. Często druidowie napadali na swoje ofiary, mordując je, po czym składali je w ofierze. Kapłani celtyccy byli ludźmi kontrolowanymi przez szatana - posiadali niezwykłą, dziwną a zarazem straszną moc. Owa noc była nasycona nie tylko wędrówką kapłanów ale również wszelkiego rodzaju sztuczkami czarnej magi. Nieodzownym atrybutem święta Halloween były noszone przez kapłanów duże rzepy, ponacinane na podobieństwo demonów. Po przybyciu Celtów na kontynent północno-amerykański rekwizyt rzepy zastąpiła dynia. Wierzono, że każdy kapłan celtycki zawiera demonicznego ducha, który go osobiście prowadzi i kieruje nim. Nieodzownym elementem Halloween były przeraźliwie czarne stroje. Zwyczaj ten wywodzi się z przekonania, że właśnie tej nocy duchy zmarłych włóczą się po ziemi. Celem stroju miało być zmylenie złego ducha, by myślał, że jest to jeden z duchów i pozostawiał takiego człowieka w spokoju.

Kościół Katolicki

Mówiąc o roli Kościoła Katolickiego należy niewątpliwie pamiętać, że przez pierwsze cztery wieki religia katolicka musiała działać w "podziemiu" nauczając o Jezusie Chrystusie. Dopiero w momencie uznania chrześcijaństwa za religię oficjalną, Kościół miał szersze możliwości w nauczaniu, co niewątpliwie miało pozytywny wpływ na życie duchowe, społeczne czy nawet polityczne. Ojcowie Kościoła widząc niejednokrotnie zwyczaje pogańskie, starali się tym świętom nadać chrześcijański wymiar. Grzegorz IV w 834 r. wprowadził do Kościoła Uroczystość Wszystkich Świętych jako pamięć o zmarłych. Uroczystość ta, to oddanie czci wszystkim świętym w niebie tym znanym jak również tym bezimiennym. Do ósmego wieku Uroczystość Wszystkich Świętych obchodzono w miesiącu maju. Papież, widząc nieustanne praktyki Celtów, postanowił nadać temu świętu wymiar prawdziwie chrześcijański, przenosząc Uroczystość Wszystkich Świętych w miejsce Halloween. Niestety, pomimo wielu usiłowań, cały czas istnieje grupa ludzi, która kultywuje festiwal śmierci. W ostatnich czasach możemy nawet zauważyć jakieś ponowne zainteresowanie się tym "świętem", które rozprzestrzenia się i to nie tylko w Anglii, Stanach Zjednoczonych czy Kanadzie, ale od kilku lat w Polsce. Chciejmy pamiętać, że Halloween w swojej historii nigdy nie było świętem chrześcijańskim. Święto to zawsze było satanistyczne. Biblia Szatańska wyraźnie mówi, że Halloween jest ich największym świętem. Zły tym razem omamił nawet chrześcijan, którzy pod pozorem niewinnej zabawy, uczestniczą w karnawale śmierci, gdzie głównym wodzirejem jest sam szatan.

Współczesne Halloween

Halloween koncentruje się na ciemności, śmierci, strachu i złu. Chyba najbardziej niepokojące jest to, że z uśmiechem na ustach przebieramy nasze dzieci za wiedźmy, kościotrupy, szkielety, śmierć, wilkołaki i wysyłamy je w ciemność ulicy gdzie nasze aniołki, które mają służyć Bogu, powtarzają pogański rytuał druidzkich satanistycznych kapłanów: "treat or trick". Część społeczeństwa zastawia się stwierdzeniem, że to tylko dla zabawy, dla "fanu", my przecież nie traktujemy tego poważnie. My może nie, ale nie wiemy czy szatan tego nie bierze na poważnie, przecież to jest jego święto. Ten wieczór zawsze był poświęcony jego czarnej i złośliwej magii. Biblia Szatańska wyraźnie mówi, że Halloween jest ich największym świętem. Doreen Irving (praktykowała okultyzm) napisała książkę "Set free to serve Christ' ("Uwolniony, by służyć Chrystusowi"). W tej to właśnie książce czytamy: "Prawdziwi czarodzieje cieszą się gdy chrześcijanie biorą udział w demonicznych tradycjach. Bardzo często demony mają dostęp do wielu ludzi. Czy myślicie, że TRICK or TREAT - to przeszłość bez żadnego znaczenia dzisiaj? W USA okultyzm nieustannie zabija w czasie Halloween. W Australii media podają o powtarzających się corocznie ofiarach składanych z ludzi w Melbourne i Brisbane." Do najnowszych niestety mało chlubnych kart halloweenowego szaleństwa należy dodać spalony w zeszłym roku anglikański kościół św. Jana, wybudowany w 1754 roku (Lunennburg, Nova Scotia). Kościół ten był drugim pod względem wieku kościołem anglikańskim w Kanadzie (pożar wybuchł zaraz po północy, policja bardzo mocno łączy ten incydent z halloweenowym szaleństwem). W tę właśnie noc w samym miasteczku i okolicy policja zanotowała 22 wezwania do pożarów. Jedna z rozmówczyń nazwała tę noc nocą piekła halloween jako przykład degradacji człowieka.

Drogi czytelniku, na ile było mi to dane, chciałem ukazać mroki i niepewności święta Halloween, ale ostateczną decyzję pozostawiam Tobie, który w tym momencie bierzesz odpowiedzialność nie tylko za zwoje zbawienie lecz również za zbawienie Twojego dziecka. Mam świadomość, że nie można tylko zabrać dzieciom tego święta, nie dając nic w zamian. Zastanawiam się, czy dobrze przygotowany wieczór w gronie rodzinnym (np: wspólna modlitwa za zmarłych, rozmowa o przodkach) nie będzie lepszym prezentem niż halloweenowe szaleństwo.

Jeśli kogoś z czytelników zainteresował temat poruszony w tym artykułe, zachęcam gorąco do obejrzenia filmu:"Halloween - Trick or Treat", który doskonale ukazuje tragizm wydawałoby się radosnego i niegroźnego święta jakim jest Halloween, szczególnie jeśli do tego przykłada rękę chrześcijanin. Zły tym razem omamił nawet chrześcijan, którzy pod pozorem niewinnej zabawy, uczestniczą w karnawale śmierci, gdzie głównym wodzirejem jest sam szatan.


RADA DO SPRAW RODZINY
Konferencji Episkopatu Polski

LIST w sprawie „in vitro”

 
Warszawa, 8 grudnia 2007 r.

Szanowne Panie i Panowie
Posłowie i Senatorzy Rzeczypospolitej!


Pragniemy podzielić się naszą troską o małżeństwa i rodziny w kontekście ostatnich wypowiedzi Przedstawicieli Rządu RP na temat sztucznych zapłodnień „in vitro”. W nawiązaniu do tych wypowiedzi Rada ds. Rodziny pragnie przypomnieć nauczanie Stolicy Apostolskiej, a zwłaszcza Ojca Świętego Jana Pawła II, dotyczące tej kwestii. Te liczne wypowiedzi o niegodziwości i niedopuszczalności metody „in vitro można ująć w kilku stwierdzeniach.

Po pierwsze - przy każdej próbie w tej metodzie giną liczne embriony – jest to rodzaj wyrafinowanej aborcji. Po drugie - każde dziecko ma prawo zrodzić się
z miłosnego aktu małżeńskiego jego rodziców. I po trzecie - dziecko nie jest rzeczą
i nawet przyszli rodzice nie mogą powiedzieć, że mają do niego prawo, zwłaszcza, że to „prawo” jest zawsze okupione śmiercią jego braci i sióstr.

Zbyt wielki jest człowiek, by można było nie widzieć jego godności od początku jego istnienia, zbyt wielką sprawą jest miłość, z której rodzi się człowiek, by ją można było lekceważyć i zbyt wielką wartością jest osobowa godność człowieka, by można było powiedzieć, że ktoś „ma prawo do dziecka”; można mieć prawo do rzeczy, ale nigdy do człowieka!

Ufamy, że dla Szanownych Pań i Panów Posłów i Senatorów sprawy rodziny i obrony życia każdego dziecka od momentu poczęcia są sprawami najwyższej wagi.

Zbliża się Boże Narodzenie, Święto Prawdy, Miłości i Życia. Życzmy sobie, by zawsze kierowała nami prawda, by mobilizowała nas miłość i byśmy z godnością traktowali dar życia.

Niech Nowonarodzony Chrystus błogosławi w służbie umiłowanej Ojczyźnie.


Bp Kazimierz Górny
Przewodniczący Rady ds. Rodziny

O. Andrzej Rębacz
Krajowy Dyrektor Duszpasterstwa Rodzin

Źródło: http://www.episkopat.pl/?a=dokumentyKEP&doc=20071218_0



Czy katolik może uczestniczyć w sakramentach sprawowanych w innych Kościołach chrześcijańskich?
Zdzisław Kijas OFMConv
(z książki Odpowiedzi na 101 pytań o ekumenizm)

W przypadku sakramentu Eucharystii rozróżnić należy udział katolików w Eucharystii sprawowanej w Kościele prawosławnym od udziału w Wieczerzy Pańskiej sprawowanej w innych Kościołach chrześcijańskich.

W Kościele prawosławnym

Gdy zachodzi tego rodzaju konieczność albo też wymaga tego rzeczywiste dobro duchowe danej osoby i nie ma niebezpieczeństwa jakiegoś błędu czy indyferentyzmu, każdy katolik może prosić o udzielenie mu trzech sakramentów: pokuty, Eucharystii i namaszczenia chorych od szafarza z któregokolwiek Kościoła wschodniego. Warunkiem przystąpienia do któregoś z tych trzech sakramentów w innym Kościele jest zaistnienie poważnej przeszkody fizycznej lub moralnej (w przypadku sakramentu pojednania lub chorych), która uniemożliwia mu otrzymanie tych sakramentów we własnym Kościele. Co oznacza termin „przeszkoda fizyczna"? Nazbyt wielką odległość od kapłana swojego Kościoła, krytyczny stan zdrowia lub inną poważną trudność. Przez przeszkodą moralną rozumie się natomiast niemożność skorzystania ze spowiedzi lub z sakramentu chorych u kapłana, który na skutek osobistego uwikłania w grzech danej osoby, nie może być dla niej szafarzem wspomnianych sakramentów. Jeżeli ponadto osoba ta nie może udać się do innego kapłana katolickiego, wówczas może prosić duchownego prawosławnego o udzielenie jej tych dwóch sakramentów.

Mając na uwadze, że w Kościele prawosławnym istnieją odmienne przepisy i zwyczaje, gdy chodzi o przystępowanie do komunii świętej, katolik chcący przystąpić do niej w Kościele prawosławnym musi się poddać dyscyplinie tego Kościoła. Zobowiązuje się tym samym do spowiedzi przed przyjęciem komunii i zachowania odpowiednio długiego postu eucharystycznego. Kanony Kościoła prawosławnego przepisują post (także od pożycia małżeńskiego) od północy do momentu przyjęcia komunii. I chociaż zdarzyć się mogą pewne odstępstwa od takiej praktyki, zawsze jednak post poprzedzający przyjęcie komunii świętej jest stosunkowo długi. Trzecim zobowiązaniem, które warunkuje przyjęcie komunii świętej, jest wyrażenie zgody przez kapłana prawosławnego. Katolik musi bowiem wiedzieć, że sama zgoda jego Kościoła na przyjęcie komunii świętej u prawosławnych nie oznacza, że na szafarzu Kościoła prawosławnego spoczywa taki obowiązek. Katolik powinien powstrzymać się od przyjęcia komunii świętej, jeżeli Kościół, w którym prosi o udzielenie sakramentu, rezerwuje go tylko dla swoich własnych wiernych, z wykluczeniem innych.

Dla Kościoła prawosławnego sakrament Eucharystii jest znakiem przynależności do Kościoła, stąd traktuje się go jak sakrament eklezjalnej tożsamości. Z tego powodu jedynie wiernym prawosławnym zezwala się na przystępowanie do komunii świętej w Kościele prawosławnym. Chociaż nauczanie Kościoła katolickiego jest identyczne jak prawosławnego, to jednak w sytuacji wielkiej duchowej potrzeby Kościół katolicki udziela komunii świętej wiernym z Kościołów wschodnich, którzy bardzo proszą o ten sakrament.

Kościół katolicki nie zabrania, nawet jeżeli nie ma przeszkody fizycznej, uczestniczenia w Liturgii Eucharystycznej Kościoła prawosławnego. Można to jednak uczynić pod warunkiem, że najpierw spełni się obowiązek uczestniczenia w liturgii własnego Kościoła. Udział bowiem w liturgii prawosławnej (czy w jakiejkolwiek innej) nie czyni zadość obowiązkowi, jaki wynika z przynależności eklezjalnej wiernego.

W Polskim Narodowym Kościele Katolickim

Katolicy mogą również przyjmować trzy wymienione wyżej sakramenty z rąk kapłanów Polskiego Narodowego Kościoła Katolickiego na terenie USA i Kanady. Zgodnie z kan. 844. 2 mogą to jednak czynić tylko wtedy, gdy spełnione są cztery warunki:

1. gdy jest to wymuszone przez konieczność lub sugerowane przez prawdziwą korzyść duchową - warunek, który może być spełniony w wielu przypadkach,
2. gdy unika się niebezpieczeństwa błędu lub indyferentyzmu - warunek, który może być z łatwością spełniony w większości przypadków,
3. gdy w praktyce niemożliwe jest (fizycznie lub moralnie), żeby wierny rzymskokatolicki otrzymał te sakramenty z rąk własnego kapłana - warunek, który może być najmniej prawdopodobny do spełnienia, ponieważ rzymskokatoliccy szafarze sakramentów są zasadniczo obecni na terenach, gdzie znajdują się ich odpowiednicy z Polskiego Narodowego Kościoła Katolickiego,
4. gdy chcą przyjąć je w tym Kościele, którego sakramenty są ważne - warunek, który jest spełniony w przypadku Polskiego Narodowego Kościoła Katolickiego.

Tak więc wymagania są w tym przypadku nieco odmienne. Z szacunku dla indywidualnego sumienia i wrażliwości na różnorakie potrzeby duchowe, poszczególne przypadki powinny być rozpatrywane niezależnie. Nie jest to więc ogólna, publiczna zachęta do komunikowania.

Ponadto obydwa Kościoły zachęcają wiernych, aby odnosili się z szacunkiem do odmiennych zwyczajów, jakimi kierują się przystępując do tych sakramentów, szczególnie do Eucharystii. Otóż wierni PNKK zasadniczo przyjmują komunię świętą na język, w postawie stojącej lub klęczącej. Wierni rzymskokatoliccy stoją, przyjmując komunię na rękę lub na język zależnie od tego, jak życzy sobie komunikowany. W Kościele katolickim nie rozdaje się komunii pod dwiema postaciami na wszystkich Mszach świętych. Jeśli tak się zdarzy, osoba przyjmująca komunię podchodzi do drugiego szafarza, który podaje kielich zawierający Najświętszą Krew. Wierni Kościoła rzymskokatolickiego mają wybór przyjmowania komunii pod jedną lub dwiema postaciami. W rozdawaniu komunii świętej w Kościele rzymskokatolickim biskupom, księżom i diakonom pomagają również świeccy szafarze Eucharystii, zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Praktyka taka nie istnieje w Polskim Narodowym Kościele Katolickim. Post eucharystyczny przed przyjmowaniem komunii świętej trwa w PNKK dwie godziny, zaś w Kościele rzymskokatolickim -jedną.

Możliwość przyjęcia wspomnianych sakramentów (która nie dotyczy wszakże Kościoła Polskokatolickiego na terenie Polski i Europy) jest wynikiem długo trwających rozmów, jakie Kościół rzymskokatolicki i PNKK prowadzą na terenie USA i Kanady. Wyrażenie zgody na korzystanie z tych sakramentów ma na celu dalszy postęp na drodze do pełnej komunii wiary i życia, która jest zarówno obietnicą Chrystusa, jak i Jego wolą wobec wierzących.

W Kościołach protestanckich

W przypadku innych Kościołów chrześcijańskich niekatolickich, katolik nie może korzystać z trzech wymienionych wyżej sakramentów. Wprawdzie Kościoły te posiadają sakrament chrztu, którego - w zależności od Kościoła - udzielają w różnym wieku, a niektóre z nich mają również sakrament Wieczerzy Pańskiej, to jednak Kościół katolicki pozwala swoim wiernym prosić o udzielnie mu tych sakramentów jedynie przez szafarza Kościoła, w którym sakrament Eucharystii, pokuty i namaszczenia są ważne, bądź też szafarza, który został ważnie wyświęcony (por. Dyrektorium, 132). Jeżeli zachodzi co do tego jakaś wątpliwość, Kościół katolicki nie daje swoim wiernym możliwości korzystania ani z pokuty, ani z sakramentu chorych, ani z Eucharystii.

Brak możliwości przyjmowania sakramentów w którymś z Kościołów protestanckich nie oznacza jednak, że katolicy nie mogą uczestniczyć w ich nabożeństwach czy też w sprawowanej przez nich liturgii Wieczerzy Pańskiej. Jeżeli bowiem zaistnieje sytuacja, w której katolik nie jest w stanie uczestniczyć w Eucharystii ani w swoim Kościele, ani też w Kościele prawosławnym, wówczas powinien udać się na liturgię do Kościoła protestanckiego. I chociaż nie będzie mógł przystąpić w nim do komunii świętej, to jednak wspólna modlitwa, gorliwe słuchanie Bożego Słowa, przyjmowanie napomnień i zachęt duchownego kierowanych do swoich wiernych podczas takich nabożeństw, będzie dla niego wielkim umocnieniem w życiu chrześcijańskim i przyspieszy dzień jedności całego Kościoła. Sytuacja taka może zaistnieć na przykład podczas wyjazdów wakacyjnych czy też podczas pracy w miejscu, gdzie brak świątyni katolickiej lub prawosławnej, a w zasięgu możliwości pozostaje jedynie zbór protestancki. Nie należy wówczas zwalniać się z obowiązku świętowania niedzieli i uczestniczenia we Mszy świętej, ale wypełnić go, idąc na nabożeństwo czy na liturgię Wieczerzy Pańskiej do kościoła protestanckiego.

 

Aborcja szkodzi kobiecie – zawsze

Zgodnie z przeprowadzonymi w 2006 r. przez CBOS badaniami, większość Polaków dopuszcza możliwość aborcji w tzw. skrajnych przypadkach, tzn. w sytuacji zagrożenia życia matki (86 proc. badanych) lub jej zdrowia (76 proc.), a także gdy ciąża jest skutkiem gwałtu lub kazirodztwa (73 proc.).

Jeżeli skonfrontujemy to z danymi, z których wynika, że większość Polaków deklaruje się jako katolicy, powstaje dysonans – z zestawienia wynika, że cz
ęść katolików dopuszcza aborcję. Taka postawa może być m.in. wynikiem zatajenia informacji o skutkach aborcji w wyżej przytoczonych przypadkach. Dlatego trzeba postawić sobie pytanie – co naprawdę wiemy na ten temat? Pomijam wątek medyczny. Wymagałby on omówienia przez specjalistę - lekarza, ponieważ funkcjonuje wiele głęboko zakorzenionych mitów o leczniczych skutkach aborcji.

Gwałt
„Ja, która przeżyłam gwałt i wychowuję dziecko poczęte w wyniku gwałtu, czuję się osobiście atakowana i obrażana za każdym razem gdy słyszę, że aborcja powinna być legalna ze względu na przypadki gwałtu i kazirodztwa. Czuję, że jesteśmy wykorzystywane w ofensywie proaborcyjnej, choć nikt nawet nie poprosił nas o opowiedzenie swojej części historii” (Kathleen DeZeeuw, ofiara gwałtu, matka).

Mimo że aborcje z powodu gwałtu lub kazirodztwa stanowią średnio zaledwie 1 proc. wszystkich aborcji, (np. w Polsce 1,8%proc.), są w wielu krajach pierwszym krokiem na równi pochyłej prowadzącym do aborcji na życzenie. W większości przypadków emocje i lęk przed tym, aby nie okazać się wrogiem tzw. dobra kobiety, prowadzą do poparcia
„wyjątków” dopuszczalności zabijania poczętych dzieci.

A jak jest naprawdę? Dr David Reardon, dyrektor Elliot Institute, badacz skutków aborcji i współautor wy
danej w 2000 roku książki pt. „Victims and Victors”, zawierającej świadectwa 192 kobiet, które poczęły w wyniku gwałtu, tak przedstawia wyniki swoich badań: „Typowo większość ludzi akceptuje założenie, że ofiary napaści seksualnej nie tylko chcą aborcji, lecz że odniosą z niej korzyści. Zakładają, że aborcja pomoże ofiarom przejść do porządku dziennego nad napaścią, szybciej odzyskać zdrowie i uniknąć problemów związanych z wychowywaniem niechcianego potomka, przedstawianego nie jako ‘dziecko kobiety’, lecz ‘dziecko gwałciciela’”.

Z badań, które jako jedyne opisują rzeczywiste doświadczenia i wybory ofiar gwałtu, wypływają zaskakujące wprost wnioski. 70 proc. ofiar gwałtu wybiera urodzenie dziecka zamiast aborcji (nawet gdy jest ona legalnie dostępna). Por
ód postrzegają jako przełamanie cyklu agresji, swoiste doświadczenie uzdrowienia z traumy gwałtu. Żadna z kobiet, które zdecydowały się na urodzenie dziecka poczętego w wyniku gwałtu, nie żałowała tej decyzji. Dla porównania 78 proc. kobiet, które dokonały aborcji uważa, że było to najgorsze z możliwych rozwiązań. Wiele z nich zdecydowało się na ten krok, ponieważ były naznaczone przez otoczenie jako „noszące dziecko gwałciciela”. W rzeczywistości to co nazywano „zabiegiem”, tylko pogłębiło ich cierpienie; co więcej, „usunięcie ciąży” odbierały jako powtórny gwałt.

Megan Barnett, matka dziecka poczętego w wyniku gwałtu, której historię w 2006 roku opisała gazeta „Dakota Voice”, udziela następującej rady: „Najważniejsze jest, byś nie rozmyślała o wszystkich
faktach i sprawach prawnych, lecz myślała o tym, że twoje dziecko niczym się nie różni od dziecka niepoczętego przez gwałt”.

„Aborcja pogłębia w kobiecie poczucie izolacji i wstydu, ponieważ pozwala innym udawać, że problem nie istnieje” - mówi doktor R
eardon - „Pozbycie się ciąży, która przypomina nam o napaści seksualnej, powala innym ludziom zignorować potrzeby kobiety – potrzebę zrozumienia, uczciwego rozpoznania i rozwiązania problemu którego doświadczyła”.

Kazirodztwo
Badania prowadzone przez Elliot Institute ukazują szczególną tragedię ofiar kazirodztwa. W niektórych przypadkach aborcja ma ukryć kazirodztwo, a ofiara powraca pod opiekę dorosłego, wykorzystującego ją seksualnie. Na stronie internetowej, jak na ironię chwalącej aborcję, znalazłam historię dziewczyny, którą ojciec zapłodnił pięciokrotnie i pięć razy finansował jej aborcję. Żyła ona w tym układzie wiele lat, a z opisu wynika, że jedynie podczas zabiegów w klinice aborcyjnej, sprawca okazywał jej ojcowską czułość.

Ofiary kazirodztwa nawet w przypadkach, gdy chciały urodzić, były zmuszane do aborcji. Warto przy tym uświadomić sobie, że nawet w krajach, w których legalna jest aborcja na życzenie, jest to często tak naprawdę życzenie otoczenia, a nie samej kobiety. Według badań Elliot Institute 64 proc. wszystkich aborcji dokonywane jest nie z wyboru kobiety lecz pod wpływem presji: rodziców, konkubenta, męża, przyjaciół, pracodawców, pracowników opieki społecznej itd., a więc tych, którzy powinni ciężarną wspierać.

Ofiary gwałtu i kazirodztwa potrzebują terapii psychologicznej. Potrzebują, by ktoś je wysłuchał, zrozumiał, wsparł i pomógł pokochać dziecko, które poczęło się w złych okolicznościach, ale samo nie jest niczemu winne. Kobieta w takiej sytuacji jest szczególnie wrażliwa, kolejny akt agresji w postaci zabicia jej dziecka tylko pogłębia traumę. Potrzebne jest także oczywiście wsparcie materialne, a czasem (szczególnie w przypadku kazirodztwa) zapewnienie zmiany środowiska. To jest właśnie okazja do praktykowania prawdziwego miłosierdzia.

„W Kanadzie i innych liberalnych krajach kara śmierci jest nielegalna i zwykle sprzeciwia się jej zdrowa większość społeczeństwa. To bardzo dobrze. (...) Jednak w tych tak zwanych liberalnych krajach akceptujemy aborcję i w większości przypadków akceptacja ta zaczyna się od przyzwolenia na aborcję w przypadku gwałtu i kazirodztwa. A przecież w cywilizowanym świecie wymierzamy karę przestępcy, nie niewinnej osobie. Dlaczego więc skazujemy na karę śmierci raczej niewinne nienarodzone dziecko niż gwałciciela?” (John-Henry Westen, redaktor naczelny LifeSiteNews.com)

Według badań Elliot Institute, 64 proc. wszystkich aborcji dokonywanych jest nie z wyboru kobiety, lecz pod wpływem presji: rodziców, konkubenta, męża, przyjaciół, pracodawców, pracowników opieki społecznej itd., a więc tych, którzy powinni ciężarną wspierać.

Bogna Białecka - psycholog
artykuł opublikowany w "Przewodnik Katolicki", nr 14/2007


Dlaczego musimy walczyć o zapis w konstytucji?


1) Jesteśmy jednym z zaledwie trzech krajów UE, w których istnieje jakakolwiek ochrona praw dzieci nienarodzonych. Od momentu wstąpienia do Unii średnio co miesiąc wywierany jest na Polskę nacisk, by wprowadzić aborcję na życzenie. Jedynie zapisanie prawa do życia w naszej konstytucji jest nas w stanie na dłuższą metę od tego uchronić.

2) Także w kwestii eutanazji istnieją silne naciski. A trzeba podkreślić, że w "prawie do godnej śmierci" nie chodzi o zagwarantowanie możliwości samobójstwa, lecz, co udowadniają realia krajów w których eutanazja jest legalna, zapewnienie usankcjonowanej prawnie zgody na zabijanie osób niezdolnych do wyrażenia sprzeciwu, a więc w śpiączce, z upośledzeniem umysłowym itp. Brak zapisu chroniącego życie do naturalnej śmierci w konsekwencji prowadzi do możliwości uśmiercienia Szanownego Czytelnika, gdy stanie się bezproduktywny, wbrew jego woli.

3) Europa zawdzięcza przyrost naturalny głównie mułzumańskim imigrantom. W Polsce takiej imigracji na razie brakuje, dlatego mamy najniższy w Europie wskaźnik dzietności. Dostępność aborcji na żądanie, co udawadniają statystyki powoduje gwałtowny wzrost liczby aborcji. Wzrasta nacisk na kobiety, by poddały się aborcji, co w chwili obecnej jest w Polsce sprzeczne z prawem i podlega karze. W rezultacie wprowadzenia abocji na życzenie, bez mułzumańskiej imigracji Polska pierwsza się wyludni.

Według badań Elliot Institute, 64 proc. wszystkich aborcji w krajach gdzie dostępna jest aborcja na życzenie, dokonywanych jest nie z wyboru kobiety, lecz pod wpływem presji: rodziców, konkubenta, męża, przyjaciół, pracodawców, pracowników opieki społecznej itd., a więc tych, którzy powinni ciężarną wspierać.

4) Człowiek jest człowiekiem od chwili poczęcia a nie narodzin. Rozwój ultrasonografi trójwymiarowej jednoznacznie udowadnia człowieczeństwo dziecka nienarodzonego. Podobnych wniosków dostarczają badania psychologiczne (np. dziecko rozwija się intelektualnie już przed urodzeniem - uczy się od 5 miesiąca życia rozpoznawania języka ojczystego).

Próby zdepersonalizowania dziecka nienarodzonego wynikać mogą z pobudek politycznych, prób zagłuszenia osobistego poczucia winy przez osoby aktywnie w aborcji uczestniczące, a także z pobudek czysto materialnych (przemysł antykoncepcyjno-aborcyjny jest jednym z najbardziej dochodowych na świecie). Fakty naukowe udowadniają jednoznacznie człowieczeństwo dziecka nienarodzonego.

Kilka najważniejszych faktów o rozwoju prenatalnym poznasz klikając tutaj.

Bogna Białecka

"Potrzeba wzmocnienia, doprecyzowania konstytucyjnej ochrony życia człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci"

Doprecyzowanie, wzmocnienie ochrony życia człowieka w Konstytucji RP poprzez uzupełnienie jej 38. artykułu o słowa "od poczęcia do naturalnej śmierci" jest sprawą konieczną, pilną, najwyższej wagi państwowej.

W dyskusji nad nowelizacją naszej Konstytucji padają stwierdzenia niektórych polityków i niektór d54 ych ekspertów prawnych, że aktualna treść artykułu 38.: "Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia" wystarczająco chroni życie człowieka, także życie poczętych dzieci przed odebraniem im prawnej ochrony życia w ustawach szczegółowych.

Nie jest to prawdą w świetle najnowszych wydarzeń historycznych: historii ONZ i III RP. W 1948 roku Narody Zjednoczone uchwaliły Powszechną Deklarację Praw Człowieka. Jej 3. artykuł brzmi: "Każdy człowiek ma prawo do życia, wolności i bezpieczeństwa swej osoby". W 1989 roku Zgromadzenie Ogólne ONZ uchwaliło Konwencję o Prawach Dziecka, w której zapisano: "dziecko oznacza każdą istotę ludzką w wieku poniżej osiemnastu lat" (artykuł 1.) oraz "każde dziecko ma niezbywalne prawo do życia" (artykuł 6.). Zaś w Preambule (która oczywiście nie ma mocy prawnej, ale powinna stanowić pewną wskazówkę interpretacyjną) zapisano między innymi: "dziecko, z uwagi na swoją niedojrzałość fizyczną oraz umysłową, wymaga szczególnej opieki i troski, w tym właściwej ochrony prawnej, zarówno przed, jak i po urodzeniu". W 1994 r. na Światowej Konferencji Ludnościowej w Kairze ONZ usiłowała na szczęście bez powodzenia przeforsować rekomendacje zmierzające do legalizacji zbrodni aborcji we wszystkich krajach członkowskich ONZ.

2 grudnia 2004 roku Komitet Praw Człowieka ONZ (!) po raz kolejny, tym razem w oficjalnych uwagach z 82. sesji, skrytykował Polskę za ograniczenie kobietom prawa do aborcji... Gdyby w artykule 3. Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka był zapis: "Każdy człowiek ma prawo do życia od poczęcia do naturalnej śmierci", taka nieludzka, sprzeczna z logiką i zdrowym rozsądkiem interpretacja prawna byłaby niemożliwa...

W Polsce dwa lata temu skrajne środowiska lewicowe i feministyczne opracowały projekt ustawy aborcyjnej "zezwalający" w sensie prawnym na zabijanie poczętych dzieci nawet do 6. miesiąca ich życia wewnątrzłonowego oraz na aborcję u 15-letnich dziewcząt bez wiedzy i zgody rodziców...

Zwrócono się wówczas do sześciu ekspertów prawnych z pytaniem, czy ten projekt legislacyjny nie jest sprzeczny z naszą obecną Konstytucją. Czterech ekspertów wydało opinię, że jest sprzeczny; dwóch, że nie ma sprzeczności. Wystarczyłoby więc, aby jeden z tej grupy czterech ekspertów zmienił opinię i mielibyśmy sytuację 3 do 3, a Sejm debatowałby nad aborcyjnym projektem bardziej zbrodniczym niż przegłosowana w warunkach terroru komunistycznego ustawa aborcyjna z 27 kwietnia 1956 roku.

Te dwa historyczne przypadki ukazują bezwzględną konieczność uzupełnienia 38. artykułu naszej Konstytucji o słowa "od poczęcia do naturalnej śmierci", aby skutecznie zabezpieczyć pierwsze prawo człowieka prawo do życia.

Premier Jarosław Kaczyński, po 13 kwietnia br. poinformował o możliwości ewentualnego ponownego podjęcia prac nad konstytucyjnym wzmocnieniem ochrony życia człowieka.

Kraków, 18 kwietnia 2007 r.

dr inż. Antoni Zięba
Prezes Zarządu Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka


Kalendarz liturgiczny

Modlitwy

Katechezy sakramentalne

- Chrzest

- Bierzmowanie

- Eucharystia

- Pokuta

- Namaszczenie Chorych

- Małżeństwo

Liturgiczna Służba Ołtarza

Budowa kościoła

Wspólnota Puławska



Strona istnieje od: 15.10.2006
Stronę wykonał: Tomasz Sajnóg Kontakt ze mną